Mając 15 lat poczuła powołanie zakonne. Jej rodzony brat, ks. Leopold, zawiózł ją do Wilna do Sióstr Nazaretanek, które zapewne poznał, będąc w seminarium wileńskim, a był to rok 1922 — rok, w którym Leopold otrzymał święcenia kapłańskie, a Eugenia skończyła gimnazjum.
Tego roku w Suwałkach otworzono Seminarium Nauczycielskie (na poziomie szkoły średniej) i ojciec zdecydował, by Eugenia otrzymała wykształcenie zanim podejmie życie zakonne. To wykształcenie też było po jej myśli, skoro nadarzyła się taka możliwość, ponieważ — jak wspomina Jadwiga, jej starsza siostra — „lubiła dzieci i pracę z nimi. Wstąpiła do zakonu z myślą, że będzie nauczycielką”, a Zgromadzenie Sióstr Nazaretanek, prowadząc własne szkoły, stwarzało taką możliwość.
Kościół pw. Serca Pana Jezusa w Szczytnikach obecnie cerkiew pw. Najświętszej Maryi Panny.
Po ukończeniu Seminarium w 1926 r. pracowała przez 7 lat jako nauczycielka, między innymi przez 4 lata w Szczytnikach (w diecezji pińskiej, województwo: poleskie, powiat: brzeski, gmina Dmitrowicze), gdzie proboszczem był jej brat, ks. Leopold.
W tym kościele modliła się Eugenia, pracując przez 4 lata jako kierowniczka i nauczycielka w dwuklasowej szkole podstawowej, mieszkając wraz z ojcem, Wiktorem, u brata. Tu również, jako katechetka, przygotowywała dzieci do I spowiedzi i Komunii św., prowadząc je do Jezusa.
Po przedwczesnej śmierci ks. Leopolda — zmarł nagle, mając 33 lata — Eugenia pozostała jeszcze przez dwa lata w Szczytnikach i wtedy podjęła decyzję pójścia za głosem powołania do życia zakonnego.
„Przełomowym okresem w jej życiu była nagła śmierć ks. Leopolda, z którym łączyły ją silne więzi duchowe, a którą odebrała jako wezwanie, by dopełnić jego posługi w życiu zakonnym.”
Dnia 3 lipca 1933 r. zgłasza się ponownie do Zgromadzenia Sióstr Najświętszej Rodziny z Nazaretu i 16 lipca w Warszawie zostaje przyjęta jako aspirantka. Wraca jeszcze na miesiąc do domu, „by zdać inwentarz szkolny i pożegnać się z rodziną”.
bł. Maria od Pana Jezusa dobrego Pasterza, Franciszka Siedliska 1842 - 1902, założycielka Zgromadzenia
Siedziba Zgromadzenia Sióstr Najświętszej Rodziny z Nazaretu, ul. Czerniakowska 137 w Warszawie.
Po powrocie do Warszawy 24 sierpnia 1933 r. otrzymuje welonik postulantki i zostaje oficjalnie przyjęta do Zgromadzenia Sióstr Najświętszej Rodziny z Nazaretu.
Charyzmatem Zgromadzenia jest szerzenie Królestwa Bożej miłości wśród siebie i wśród innych, zwłaszcza w rodzinach, przez naśladowanie Jezusa, Maryi i św. Józefa, których życie było skoncentrowane na miłości Boga i miłości wzajemnej.
„Odkryła w życiu Najświętszej Rodziny przykład całkowitego wzajemnego oddania się w miłości Osób Trójcy Świętej”
„Odwieczna miłość Boga objawiła się światu w Jezusie Chrystusie, który stał się człowiekiem dzięki pokornej odpowiedzi Maryi, danej Duchowi Świętemu. Jezus wzrastał w Nazarecie pod opieką swej Matki i św. Józefa, a poprzez swą zbawczą misję zapoczątkował pełnię Królestwa Bożego na ziemi.”
„Przenieśmy się do Nazaretu i tam oczyma duszy spojrzyjmy na Pana Jezusa.
Pan Jezus, Najświętsza Maryja Panna i św. Józef oddali się na służbę Majestatowi Bożemu.
Pan Jezus ofiarował się na upokorzenie i Krzyż.
Matka Najśw. poświęciła całe swe życie na dobrowolne cierpienia razem ze swoim Synem,
a św. Józef oddał się na życie pokornej i ciężkiej pracy.W Nazarecie, w tym świętym i Bożym Nazarecie, Jezus, Maryja i Józef czynili rzeczy zwyczajne i codzienne w sposób najdoskonalszy... Tam wszystko było proste i zwyczajne, ale wszystko czynione było z woli Bożej i z miłości do Pana Boga.”
„Jezus, Odwieczne Słowo, posłany przez Ojca przyszedł, by zapoczątkować pełnię Królestwa Bożej Miłości na ziemi. Pełen mocy Ducha opuścił Nazaret, by pójść między ludzi ze swą zbawczą misją, uzdrawiającą obecnością i miłosierdziem. Stał się w ten sposób dla nas objawieniem odwiecznej miłości Ojca i dał nam moc do kontynuowania swojej misji.”
Szkoła nazaretańska w Ostrzeszowie.
Szkoła nazaretańska w Wilnie.
Odpowiadając na potrzeby Kościoła i świata – wtedy i dziś – Zgromadzenie służy rodzinom przez prowadzenie szkół, przedszkoli, katechizację oraz wychowanie dzieci i młodzieży, jak również katechizację osób dorosłych, a także sprawując opiekę nad osobami starszymi i niepełnosprawnymi oraz otaczając troską samotne matki.
S. Eugenia jako postulantka, będąc z wykształcenia nauczycielką z doświadczeniem, w pierwszym roku po wstąpieniu pracuje w szkołach nazaretańskich, z pełnym zaangażowaniem włączając się w pracę nauczycielską i wychowawczą powierzonych jej dzieci i młodzieży.
Przez pół roku w latach 1933/1934 pracuje, a być może także organizuje, przedszkole w nowo utworzonym domu w Ostrzeszowie przy ul. Chmielnej. Następnie kolejne pół roku pracuje w nazaretańskiej szkole w Wilnie.
Potwierdzenie przyjęcia do pracy jako nauczycielki w nazaretańskiej szkole w Wilnie po wstąpieniu do Zgromadzenia. (archiwum wileńskie P. Albert Volk)
Dotyczy pracy S. Kanizji w Szczytnikach k. Brześcia sprzed wstąpienia do Sióstr Nazaretanek. (archiwum wileńskie P. Albert Volk)
Akt ślubów własnoręcznie napisany przez S. Kanizję.
Dom Zgromadzenia w Albano we Włoszech.
Dnia 16 lipca 1934 r. w Albano we Włoszech rozpoczyna nowicjat, przyjmując imię Maria Kanizja. Po okresie formacji w nowicjacie, czyli po dwóch latach duchowych, intensywnych przygotowań, 16 VII 1936 r. w tym domu i w tej kaplicy składa pierwsze śluby zakonne: czystości, ubóstwa, posłuszeństwa.
Świadectwo szkolne z Kalisza z dn. 21 czerwca 1937r. podpisane przez S.M.Kanizję.
Szkoła nazaretańska w Kaliszu.
Po złożeniu pierwszych ślubów (czasowych) decyzją przełożonych wraca do Polski i zostaje skierowana do pracy w nazaretańskiej szkole w Kaliszu, w której uczy przez 2 lata.
Zdjęcie s.Kanizji z wychowankami.
Szkoła nazaretańska w Nowogródku.
W 1938 r. przenosi się do Nowogródka. Tutaj również pracowała, jako nauczycielka w nazaretańskiej szkole. Uczyła podstawowych przedmiotów, wychowując do polskości i patriotyzmu, opierając się na wartościach chrześcijańskich. Oceniana jako nauczycielka z powołania: opiekuńcza, troskliwa i sprawiedliwa; odważna i wymagająca, a zarazem lubiana i szanowana, ciesząca się ogromnym zaufaniem dzieci.
Posiadała zdolności pedagogiczne i fenomenalną umiejętność łączenia zadań pedagogicznych z religijnymi. Z wielkim poświęceniem pracowała z dziećmi i miała głębokie zrozumienie duszy dziecka.
Podczas jednej z konferencji w szkole powiedziała: „Przecież powinno nam chodzić jedynie o duszę dziecka”.
Uczniowie wspominają też jej żarliwy patriotyzm, budzący szacunek także wśród przedstawicieli innych narodowości.
Katechizowała i przygotowywała dzieci do I spowiedzi i Komunii św.
W czasie okupacji niemieckiej oprócz katechizmu na prośbę rodziców uczyła podstaw języka polskiego, historii i matematyki, a także robót ręcznych – artystycznego haftu i cerowania. Od 1942 r. prowadziła chór parafialny. W 1943 roku, jakby przeczuwając rychłe odejście z pełnionego obowiązku, zorganizowała trzy turnusy dzieci do I Komunii św.
Okres wojny utrudniał kontakt z Rzymem, z Zarządem Generalnym Zgromadzenia Sióstr Nazaretanek i stąd S. Kanizja, jak i inne Siostry, nie tylko ze wspólnoty nowogródzkiej, nie miały możliwości złożenia profesji wieczystej i pozostawały przy składaniu co roku ślubów czasowych na ręce przełożonej lokalnej, w Nowogródku – na ręce S.M. Stelli Mordasewicz.
Jej umiłowanie Eucharystii od lat dziewczęcych było umiłowaniem Oblubieńca ukrytego pod postacią Chleba. Z trwania w Jego obecności wcześnie zrodziło się w niej pragnienie oddania życia Bogu na drodze powołania zakonnego.
Odpowiedź na wezwanie Oblubieńca, który czekał cierpliwie na jej decyzję aż 10 lat, podejmuje z całą odpowiedzialnością w wieku dojrzałym.
Już u początków bycia we wspólnocie zakonnej znana była ze swego zapału i poświęcenia. Daje się też zauważyć prawość charakteru, samodzielność, ofiarność, a zwłaszcza jej żywy temperament (nawet gwałtowność), a zarazem ducha posłuszeństwa i wdzięczność za dar powołania. We wspomnieniach powraca jej wysoka, smukła sylwetka i woskowa twarz oraz uważne, pełne powagi i życzliwości spojrzenie.
W Nowogródku przygotowywała dzieci do I Komunii św., angażując się w te przygotowania bez reszty — modlitwą, ofiarą i zaparciem siebie. To wszystko składała u stóp Jezusa w Najświętszym Sakramencie w intencji dzieci.
Chorowała na wątrobę i cierpiała na migreny, ale nigdy nie opuszczała lekcji i nie pozwalała się wyręczać. Zaparta i poświęcająca się bez reszty pracy nauczycielskiej wykazywała wiele nieprzeciętnych zdolności, które ujawniły się szczególnie w czasie okupacji, gdy pełniła posługę katechetki.
Ciężka choroba nie przeszkadzała jej wzorowo wywiązywać się z zadań pedagogicznych. Uczniowie zauważali wprawdzie, że ich droga nauczycielka staje się coraz szczuplejsza i bledsza oraz rzadziej się uśmiecha, ale nadal wymaga od nich tyle samo, a od siebie jeszcze więcej.
Nowogródek 1 sierpnia 1943 r. o świcie... Jedenaście strzałów echo w las poniosło, poszły umrzeć, aby żyć mógł ktoś... oddając życie za innych, za ojców, synów, braci aresztowanych i skazanych na śmierć. Ofiara została przyjęta...
W jej wizerunku wyraźnie ujawniają się dwa elementy: impulsywny charakter, pełen energii życiowej, oraz umiłowanie Eucharystii, które tak doskonale uwidaczniało się w jej pracy katechetycznej.
Czerpiąc światło i moc z codziennego dialogu z Wszechmogącym Więźniem monstrancji, z nadzieją rozpoczynała swoją pracę mimo ciężkich warunków okupacyjnych. Jako niezmordowana apostołka Eucharystycznej mocy niosła pochodnię jej światła, słowa życia i nadziei w mrokach okupacji, sama będąc zanurzona w miłości Jezusa ukrytego w Eucharystii.
„S. M. Kanizja pełniła funkcję katechetki, przygotowywała dzieci do I Komunii św. oraz prowadziła tajne komplety na poziomie szkoły podstawowej. Odznaczała się wielką żywotnością, co ułatwiało jej kontakty z dziećmi i młodzieżą.”
Mimo impulsywności była opanowana i stateczna. Jej byli uczniowie wspominają ją bardzo ciepło i podkreślają, że potrafiła przekazać im wiele wartości religijnych, które owocują w ich życiu do dziś. Była świadectwem wiary. To, co przekazywała dzieciom i młodzieży, było jej osobistym przeżyciem. Okazywała dzieciom wiele serca, była opiekuńcza i bardzo pobożna i ta Jej religijność emanowała na otoczenie.
„(…) jej miły uśmiech, zwłaszcza z lat przedwojennych, gdy była znacznie zdrowsza, gdy wędrowała z roześmianą gromadką po okolicznych łąkach i lasach. Powraca też dziecięcy, radosny pisk — radość z żeglarskiej przygody na falach Świtezi. (…)
Aż dziwi, że potrafiła opanować tę gromadkę. Dziwi? Wystarczyło jedno jej spojrzenie, spokojne słowo — miała tak przekonywujący styl mówienia. Nigdy nie podnosiła głosu. (…)
Pamiętamy ją bardzo dobrze. Istotnie, umiała utrzymać dyscyplinę wśród pełnych temperamentu klas szkolnych, a nawet trudno sobie wytłumaczyć — nigdy nie podnosiła głosu… A jednak! Gdyby mnie ktoś zapytał, kogo chciałbym mieć obok siebie w najtrudniejszych momentach życia spośród swoich wychowawców — wybrałbym ją bez wahania… Nie pozyskiwała młodzieży uśmiechem, żartem czy zabawą, a jednak chcieliśmy z Nią być… Po prostu być.”
Miała zdolność umiejętnego kształtowania postaw społeczno-narodowo-religijnych najmłodszej generacji nowogródczan, czym zdobyła sobie miano nauczycielki z powołania.
Była odważna i zdecydowana. Gdy bolszewicy weszli do Nowogródka, nie boleła nad swoją osobistą dolą, lecz nad młodzieżą, w którą — jak w gąbkę — mogło wsiąknąć wszelkie zło.
„Kiedy bolszewicy urządzali pochody, jako nauczycielka pracująca w ich szkole (zabranej Siostrom Nazaretankom), musiała brać czynny udział i mierzyć krokiem bruk ulic nowogródzkich. Zawsze jednak szła z różańcem w ręku — wymadlała młodzież, by nie uległa wpływom bezbożnictwa.”
Mimo że S. Kanizja skryła pod strojem świeckim swoją zakonną duszę, Rosjanie to dostrzegli. Wobec grożących jej z tego powodu represji opuściła Nowogródek, by przeczekać zagrożenie pod zmienionym imieniem w klasztorze w Grodnie.
Powróciła do ukochanej Białej Fary wkrótce po zmianie okupanta — z tą samą niespożytą energią i wolą czynienia dobra.
„Było to chyba niedługo przed katastrofą, czyli dniem 31 lipca 1943 r. S. Kanizja po nabożeństwie schodziła powoli schodami ze wzgórza farnego w kierunku klasztorku wraz z panią Wandą Dobrzyńską. — Jak bardzo pragnęłabym już odejść do Boga!… Jakże bardzo tego pragnę! — powiedziała w pewnym momencie. Było w tych słowach tyle tęsknoty i miłości. (…) Słowa te były jakieś bardzo ważne — do dziś nie umiem ich skomentować.”
Całe życie Siostry Kanizji najlepiej wyrażają jej ostatnie słowa, które wypowiedziała przed wyjściem do komisariatu: „Trzeba iść do końca”.
Zasypywała więc każdą chwilę codzienności jak pszeniczne ziarenka (aluzja do jej pomysłu, by dzieci za dobre uczynki przekładały ziarenka pszenicy z jednego pudełeczka do drugiego, które następnie zbierała i łączyła z mąką do wypieku hostii) do kryształowej szkatułki duszy — na ten ostatni moment, za którym tęskniła… i w promieniach wschodzącego słońca stała się hostią.